Będzie krótko, choć długo. Żeby przerwać tę ciszę na blogu. Żyję i mam się dobrze, Kita i Elegancki Mężczyzna takoż. Koraliki ustąpiły miejsca szyciu i dzierganiu, ale mam nadzieję nie na zawsze. Po prostu przerzuciłam się na rzeczy bardziej praktyczne w użytkowaniu.
Lariat ten powstawał niezmiernie długo, że aż wstyd pisać, ile czasu mi on zabrał. Robiłam sobie solenne postanowienia, że nigdy więcej nic podobnie mrocznego i monotonnego nie wyszydełkoralikuję. Ale efekt podoba mi się, noszony jest przez obecną właścicielkę z zadowoleniem, więc trud nie poszedł na marne.
Zrobiony z koralików Preciosa w odcieniu hematytowym, wykończony małymi hematytami, żeby pozostać w kolorystyce.
W przygotowaniu jest lariat czerwony, oby prace nad nim trwały krócej niż nad tym. ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkoralikowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkoralikowanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 maja 2017
niedziela, 21 lutego 2016
Lariat "Pępowina" / "Umbilical cord" lariat
Długo zastanawiałam się, czy napisać tu to, co napiszę. Od początku prowadzenia bloga unikałam prezentowania na nim swoich spraw prywatnych, o ile nie pozostawały w ścisłym związku z moją twórczością, a i to nie zawsze. Tym jednak razem zdecydowałam się uchylić rąbka tajemnicy. Myślę, że jestem winna parę słów wyjaśnienia na temat mojej ostatniej nieobecności na blogu tym wszystkim, którzy go odwiedzają i być może zastanawiają się, gdzie mnie wywiało. Powód mojego zniknięcia leży u źródeł powstania prezentowanej w dzisiejszym poście pracy.
Przedstawiam lariat "Pępowina"...
Pracę nad lariatem rozpoczęłam jakiś czas temu w szpitalu, oczekując na narodziny mojej córki. Był to jeden ze sposobów na poradzenie sobie z napięciem oczekiwania, po ponad dwóch tygodniach spędzonych na oddziale patologii ciąży (w sumie w szpitalu byłam ponad trzy tygodnie). Do dnia porodu udało mi się wykonać większą jego część, a po powrocie do domu miałam niewiele czasu w ciągu dnia, więc wykończenie dłużyło się przeraźliwie. Włożyłam w niego wiele energii i miłości, kolorystyka też nie jest przypadkowa. Niemal od początku wiedziałam, że nazwę go "Pępowina", ze względu na moją córeczkę, która była powodem jego powstania.
Nie zamierzam tutaj na blogu zdawać relacji z życia małej, nie o to chodzi. Będę wrzucać nowe wpisy, nie wiem tylko, z jaką częstotliwością, gdyż obecnie nie siedzę zbyt mocno w koralikach, natomiast szyję dla córki ubranka w miarę potrzeb. Być może je pokażę, ale z drugiej strony sens prezentowania ubrań na wieszaku jest niewielki, a zdjęć dziecka nie zamierzam publikować. Mam jeszcze zaległe prace do pokazania, no i wiele pomysłów, tylko z czasem krucho, ale może to ulegnie zmianie na lepsze.Tymczasem zapraszam do podziwiania lariatu.
Detale, detale, detale... uwielbiam robić takie zdjęcia, ostatnio nie miewam na to czasu, jak i na wiele innych rzeczy, ale akurat znalazła się chwilka i ochota, więc poszalałam.
Chwościki uważam za przyjemniejszy sposób wykańczania lariatu niż wklejanie końcówek. Są bardziej naturalne.
Lariat został wykonany z koralików NihBeads na nitce firmy Sajnóg, tej samej, na której plotłam mój Tęczowy Lariat, w chwościkach na końcach sznura użyłam koralików Fire Polish. Chwościki wykonane są nitką Ariadna Tytan. Lariat jest długi, dłuższy od tęczowego, ale już nie chciało mi się mierzyć. Koraliki NihBeads świetnie nadają się do szydełkoralikowania, gdyż znika wtedy problem ich nierówności. Tak, ta sprawa pozostawia wiele do życzenia. Trwałość niektórych kolorów też. Fioletowe koraliki z różowym rdzeniem pięknie zabarwiły nić, a co za tym idzie, i moje palce. Kiedy różowa powłoka rdzenia zeszła, barwa koralików uległa znaczącej zmianie. Niemniej w ogólnym rozrachunku wygląd kompozycji nie uległ pogorszeniu.
A tak elegancko prezentują się kolory lariatu w promieniach słońca.
I teraz przechodzę już do rzeczy. Zgłaszam ów lariat, powstały z miłości do dziecka, na wyzwanie Craft.Style"My Love".
wtorek, 6 stycznia 2015
Kolory, kolory... a jak Kolory, to oczywiście Wrzące (Colours, colours, boling colours certainly)
Na początek nowego roku kalendarzowego będę się chwalić, a co! W Art-Piaskownicy doceniono moją wiewiórczą broszkę - innymi słowy wygrała ona wyzwanie z kolorami jesieni. :) Warto było zgłaszać się w Wigilię, w biegu pomiędzy innymi jakże ważnymi zadaniami. No dobra, wcale nie byłam AŻ tak zarobiona, skoro fotografowałam sobie dzikie zwierzaki. Niemniej czasu nie miałam w nadmiarze, raczej tak akurat na styk.
A teraz, skoro jużem się pochwaliła, będzie dużo i kolorowo. Na początek soczysta, szydełkoralikowa bransoletka zawijana na dwa razy, z kolorowym, szklanym chwościkiem w roli przywieszki. Wszystko wykonane z koralików Preciosa, na nitce sajnogowej, mojej ulubionej.
Kryształki mają świetny odcień, zmieniający się w zależności od kąta patrzenia. Bigle pozłacane, miałam kaprys "na bogato".
Strona zadnia - skromnie zakryta, jak się patrzy. Noszę je ostatnio codziennie. :)
A tu taki mały dodatek - zaszalałam na Święta z dziurkaczami i kolorowymi papierami, tworząc zestaw barwnych bilecików do prezentów. :)
Pozdrawiam serdecznie wytrwałych czytelników, niebawem będą kolejne produkcje, albowiem obrobiłam wreszcie jak należy zebrany materiał zdjęciowy. Szanuję siebie i patrzących, więc wolę nawet mieć przerwę w publikowaniu, niż puścić w obieg fotki niskiej (w moim mniemaniu) jakości. ;) Tak to mi się przez rok porobiło z głową... ;)
A teraz, skoro jużem się pochwaliła, będzie dużo i kolorowo. Na początek soczysta, szydełkoralikowa bransoletka zawijana na dwa razy, z kolorowym, szklanym chwościkiem w roli przywieszki. Wszystko wykonane z koralików Preciosa, na nitce sajnogowej, mojej ulubionej.
Mówiłam, że będzie dużo? To teraz jeszcze więcej! :) Tym razem różowo i słodko. Niedawno nabyłam w Royal Stone owalne, urodziwe kryształki. A także różowy łańcuszek. A także różową nić S-lon. Kolejny nabytek mojego życia, albowiem dzięki temu okazało się, że wcześniej RAW nie wychodził mi nie ze względu na wrodzony brak zdolności, ale nieodpowiednią nić. Kryształki dały się ujarzmić dopiero RAW-em, przechodzącym w peyote. Jestem szczególnie dumna z oplotu i zamierzam go powtórzyć. O ile wejdę w posiadanie stosownych odcieni magicznej nici. Innych niż różowe. Chwościki przy kolczykach zrobiłam bardzo prosto, wklejając w końcówki kawałki łańcuszka. Lista chciejstw powiększa się właśnie o kolejne kolory łańcuszka... :)
Kryształki mają świetny odcień, zmieniający się w zależności od kąta patrzenia. Bigle pozłacane, miałam kaprys "na bogato".
Strona zadnia - skromnie zakryta, jak się patrzy. Noszę je ostatnio codziennie. :)
Powoli widać koniec, tym razem dwie szydełkoralikowe, kolorowe bransoletki. :) Turkusowa wykończona stalą, ta bardziej pstra w moim ulubionym "antyku".
A tu taki mały dodatek - zaszalałam na Święta z dziurkaczami i kolorowymi papierami, tworząc zestaw barwnych bilecików do prezentów. :)
Pozdrawiam serdecznie wytrwałych czytelników, niebawem będą kolejne produkcje, albowiem obrobiłam wreszcie jak należy zebrany materiał zdjęciowy. Szanuję siebie i patrzących, więc wolę nawet mieć przerwę w publikowaniu, niż puścić w obieg fotki niskiej (w moim mniemaniu) jakości. ;) Tak to mi się przez rok porobiło z głową... ;)
piątek, 7 listopada 2014
Kasztan tu, kasztan tam (Chestnut here, chestnut there)
Zaczęło się od tego, że na wystawie kamieni kupiłam sobie ładne mokaity, które następnie nabrały mocy prawnej w kuferku. Miałam już wybrany jeden z nich, do tego stosik pasujących TOHO i inne piękne dodatki, przykładem niech będą koraliki w kształcie orzechów/pestek. Przypadkiem jednak natrafiłam w internetach na informację o rocznicowym wyzwaniu Różanego Kącika Dzieł Rąk Własnych. I od razu wiedziałam, co chcę zrobić. A do tematu podeszłam bardzo dosłownie. Tematem były bowiem... kasztany. Odłożyłam wytypowany wcześniej kamień na boczek i wybrałam mokait najbardziej do kasztana podobny. I hajże na Soplice! Niech żyją kasztany, na pohybel szrotówkom! Tego kasztana żaden szrotówek nie ruszy, gwarantuję. ;)
Udało mi się uzyskać efekt kolorystyczny łupinki kasztana. I zwróćcie uwagę na żyłkowanie kamienia - identyczne z wzorem na owocu kasztana. :)
Krawatka jest wykonana czymś w rodzaju ściegu herringbone z dodatkowym przeszyciem, które prostuje koraliki, ale za to wzmacnia konstrukcję.
Na okoliczność wykonania listowia nauczyłam się wreszcie wyplatania ruskich liści i bardzo to polubiłam. Liście trzeba było do czegoś przymocować, więc wybór padł na małe, wyplatane kółeczko.
Od spodu wmontowane są dwa splecione, miedziane kółka, przez które można przewlekać szydełkoralikowy sznur na cztery koraliki.
Zarówno kasztan, jak i liść mogą być używane razem i oddzielnie, a po zdjęciu ze sznura można je zaczepić na agrafce i mieć broszkę. Co spróbuję przetestować i sfotografować w lepszych warunkach. Sam sznur może być również samodzielnym naszyjnikiem.
Wisior zgłaszam do urodzinowego wyzwania Różanego Kącika Dzieł Rąk Własnych. :)
Udało mi się uzyskać efekt kolorystyczny łupinki kasztana. I zwróćcie uwagę na żyłkowanie kamienia - identyczne z wzorem na owocu kasztana. :)
Krawatka jest wykonana czymś w rodzaju ściegu herringbone z dodatkowym przeszyciem, które prostuje koraliki, ale za to wzmacnia konstrukcję.
Na okoliczność wykonania listowia nauczyłam się wreszcie wyplatania ruskich liści i bardzo to polubiłam. Liście trzeba było do czegoś przymocować, więc wybór padł na małe, wyplatane kółeczko.
Od spodu wmontowane są dwa splecione, miedziane kółka, przez które można przewlekać szydełkoralikowy sznur na cztery koraliki.
Zarówno kasztan, jak i liść mogą być używane razem i oddzielnie, a po zdjęciu ze sznura można je zaczepić na agrafce i mieć broszkę. Co spróbuję przetestować i sfotografować w lepszych warunkach. Sam sznur może być również samodzielnym naszyjnikiem.
Wisior zgłaszam do urodzinowego wyzwania Różanego Kącika Dzieł Rąk Własnych. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















n





































