Sztuka wymaga poświęceń, a WIELKA sztuka wymaga naturalnie WIELKICH poświęceń. Toteż gdy w ostatni piątek narypało śniegu pod sam korek z okazji, jakże by inaczej, PIERWSZEGO KWIETNIA, przemogłam swoje lenistwo i wylazłam w nocy o północy do zaśnieżonego ogrodu cykać fotki lalkom oraz ośnieżonej przyrodzie. Bo miała być z tego SESJA ŻYCIA i moje OPUS MAGNUM. Zaopatrzona w aparat oraz dwie lalki, niezaopatrzona w rękawiczki (bo przeszkadzają) ani statyw (kto by się przejmował takimi detalami!) dałam się ponieść szałowi twórczemu...
... do momentu, aż odkryłam, że jestem na najlepszej drodze do odmrożenia sobie rąk. Wróciłam do domu zmarznięta, ale święcie przekonana, że zapełniłam kartę w aparacie arcydziełami. Na wyświetlaczu wszystko wyglądało naprawdę fajnie. Przynajmniej dopóki nie powiększyłam "dzieł"... O ile kolory wyszły naprawdę sympatycznie, to nieostrość i ziarnistość każdej fotki sprawiała, że chciało mi się płakać.
Na szczęście w sobotę kapryśna aura uraczyła nas ciągiem dalszym opadów śniegu, więc całą rodzinką wypakowaliśmy się do ogrodu korzystać z białego puchu. Ja oczywiście z aparatem i torbą lalek. A co sobie będę żałować? I tak oto powstała całkiem przyzwoita seria zdjęć. A oto bohaterowie:
Maja wedle zamierzenia producenta była wrestlerką Asuką z serii WWE Superstars. Kupiona śmiesznie tanio, po długich podchodach, przypominaniu sobie i zapominaniu o niej po wielokroć, od razu po ujrzeniu stałą się jedną z moich ulubienic. Dla ocieplenia wizerunku dostała ode mnie różową bluzę dresową z kapturem, zapinaną na znienawidzone przeze mnie pętelki. Nie wiem, dlaczego praktykuję tę metodę zapinania odzieży, może dlatego, że ładnie to wygląda, samo wykonywanie osłabia mnie. Sam wykrój stworzony został metodą"na rympał", polegającą na gapieniu się na miniaturę wykroju kurtki z jakiegoś Ottobre i rysowaniu jak podleci. Bardzo dobry to wykrój, szyję z niego kurtki dla dzieciaków. Nie wiedziałam, na którą lalkę owa bluza będzie pasować, samo jakoś tak wyszło. ;)
Do tego spodnie z miękkiego sztruksu, wykrój chyba z książki "Modne kreacje dla lalek" po ostrych przeróbkach, mających na celu wydłużenie i poszerzenie dołów nogawek. Boki nie mają szwów, przednie i tylne połowy są złączone w całość. To pozwoliło mi wykorzystać ozdobny szlaczek na sztruksie, który kiedyś był dziecięcą sukienką.
Diana prezentowała się ostatnio w poście, do którego zdjęcia robiłam przy pogodzie suchej i ciepłej, a już niedługo potem mogła pobrykać w śniegu. Diego jest najbardziej chyba niedocenianym egzemplarzem z serii BMR1959, a szkoda, ma piękne rysy twarzy, tylko został oszpecony makijażem, w którym wygląda cokolwiek jak pajac. Zasadniczo trochę się do niego przyzwyczaiłam, ale oczywiście idzie do przeróbki. Na sesję poszedł, żeby dać się uwiecznić jeszcze po staremu. Jego ciuchy to radosna zbieranina bez ładu i składu, ale buty kupiłam mu specjalnie. Pod przyszły ymydż.