sobota, 20 maja 2017

Mroczki przed oczami, czyli lariat, który się dłuży

Będzie krótko, choć długo. Żeby przerwać tę ciszę na blogu. Żyję i mam się dobrze, Kita i Elegancki Mężczyzna takoż. Koraliki ustąpiły miejsca szyciu i dzierganiu, ale mam nadzieję nie na zawsze. Po prostu przerzuciłam się na rzeczy bardziej praktyczne w użytkowaniu.

Lariat ten powstawał niezmiernie długo, że aż wstyd pisać, ile czasu mi on zabrał. Robiłam sobie solenne postanowienia, że nigdy więcej nic podobnie mrocznego i monotonnego nie wyszydełkoralikuję. Ale efekt podoba mi się, noszony jest przez obecną właścicielkę z zadowoleniem, więc trud nie poszedł na marne.

Zrobiony z koralików Preciosa w odcieniu hematytowym, wykończony małymi hematytami, żeby pozostać w kolorystyce.







W przygotowaniu jest lariat czerwony, oby prace nad nim trwały krócej niż nad tym. ;)

środa, 27 kwietnia 2016

Na wiosnę kwiatki rosną!

Wielkimi krokami zbliża się mój ulubiony miesiąc - maj. Mógłby trwać pół roku, a drugie pół - owocowanie. Eh, rozmarzyłam się... Tymczasem zaś prezentuję bawełnianą, dziecięcą kołderkę, którą popełniłam ostatnio dla Kity (moja córka). Kołderka jest jeszcze przyduża jak dla niej, ale co się odwlecze, to nie uciecze, mała zdąży się jeszcze pod nią naspać, a ja musiałam dać upust natchnieniu. Wzór jest bardzo prosty, ponieważ jest to moje pierwsze podejście do kwestii patchworku. Całą robotę robią tkaniny - dwa rodzaje Spring Fling Michaela Millera, uzupełnione obłędnym batikiem i skromną, nakrapianą bawełną z Ikei. Że też nie ma jej już w sprzedaży! Jako wypełnienie użyłam owaty.



Nie byłam w stanie zrobić lepszych zdjęć, kołderka wygląda cokolwiek gniotąco, winę mogę zwalić na zastosowane pikowanie, bo przecież nie na Eleganckiego Mężczyznę, który pełnił obowiązki stojaka do zdjęć...



Lamówkę podłożyłam w jedyny sposób, który mi wychodzi - ręcznie. Sposób testowany już na dwóch kocykach i serdaczkach. Tylko tak jestem w stanie nad nią zapanować.



I nieco szczegółów, w tym pikowanie punktowe.






Powoli nabieram ochoty na powtórkę z rozrywki, bo patchwork przypadł mi do smaku. :)

Kołderkę zgłaszam do wyzwania Art Piaskownicy "Przyda się... Dla dziecka".


Jeśli wystarczy mi czasu, spróbuję wrzucić jeszcze jeden post na wyżej wymienione wyzwanie.

niedziela, 21 lutego 2016

Lariat "Pępowina" / "Umbilical cord" lariat

Długo zastanawiałam się, czy napisać tu to, co napiszę. Od początku prowadzenia bloga unikałam prezentowania na nim swoich spraw prywatnych, o ile nie pozostawały w ścisłym związku z moją twórczością, a i to nie zawsze. Tym jednak razem zdecydowałam się uchylić rąbka tajemnicy. Myślę, że jestem winna parę słów wyjaśnienia na temat mojej ostatniej nieobecności na blogu tym wszystkim, którzy go odwiedzają i być może zastanawiają się, gdzie mnie wywiało. Powód mojego zniknięcia leży u źródeł powstania prezentowanej w dzisiejszym poście pracy.

Przedstawiam lariat "Pępowina"...

 

Pracę nad lariatem rozpoczęłam jakiś czas temu w szpitalu, oczekując na narodziny mojej córki. Był to jeden ze sposobów na poradzenie sobie z napięciem oczekiwania, po ponad dwóch tygodniach spędzonych na oddziale patologii ciąży (w sumie w szpitalu byłam ponad trzy tygodnie). Do dnia porodu udało mi się wykonać większą jego część, a po powrocie do domu miałam niewiele czasu w ciągu dnia, więc wykończenie dłużyło się przeraźliwie. Włożyłam w niego wiele energii i miłości, kolorystyka też nie jest przypadkowa. Niemal od początku wiedziałam, że nazwę go "Pępowina", ze względu na moją córeczkę, która była powodem jego powstania.

Nie zamierzam tutaj na blogu zdawać relacji z życia małej, nie o to chodzi. Będę wrzucać nowe wpisy, nie wiem tylko, z jaką częstotliwością, gdyż obecnie nie siedzę zbyt mocno w koralikach, natomiast szyję dla córki ubranka w miarę potrzeb. Być może je pokażę, ale z drugiej strony sens prezentowania ubrań na wieszaku jest niewielki, a zdjęć dziecka nie zamierzam publikować. Mam jeszcze zaległe prace do pokazania, no i wiele pomysłów, tylko z czasem krucho, ale może to ulegnie zmianie na lepsze.Tymczasem zapraszam do podziwiania lariatu.

Detale, detale, detale... uwielbiam robić takie zdjęcia, ostatnio nie miewam na to czasu, jak i na wiele innych rzeczy, ale akurat znalazła się chwilka i ochota, więc poszalałam.


Chwościki uważam za przyjemniejszy sposób wykańczania lariatu niż wklejanie końcówek. Są bardziej naturalne.


 Lariat został wykonany z koralików NihBeads na nitce firmy Sajnóg, tej samej, na której plotłam mój Tęczowy Lariat, w chwościkach na końcach sznura użyłam koralików Fire Polish. Chwościki wykonane są nitką Ariadna Tytan. Lariat jest długi, dłuższy od tęczowego, ale już nie chciało mi się mierzyć. Koraliki NihBeads świetnie nadają się do szydełkoralikowania, gdyż znika wtedy problem ich nierówności. Tak, ta sprawa pozostawia wiele do życzenia. Trwałość niektórych kolorów też. Fioletowe koraliki z różowym rdzeniem pięknie zabarwiły nić, a co za tym idzie, i moje palce. Kiedy różowa powłoka rdzenia zeszła, barwa koralików uległa znaczącej zmianie. Niemniej w ogólnym rozrachunku wygląd kompozycji nie uległ pogorszeniu.

A tak elegancko prezentują się kolory lariatu w promieniach słońca.

 n

 I teraz przechodzę już do rzeczy. Zgłaszam ów lariat, powstały z miłości do dziecka, na wyzwanie Craft.Style"My Love".



 

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...