sobota, 15 lutego 2014

Guzik bez pętelki (Button without the loop)

Dziś elementy do dekorowania szyi, sztuk dwie. Jako tło zdjęć wystąpiła mata do koralików, jak na razie wygrywa z dotychczas przeze mnie używanym wynalazkiem, bo kolory wychodzą lepiej.

To drugi wisior z udziałem ceramicznego guzika kupionego przy okazji wystawy storczyków. Miał biedak niefart, bo już na początku swojego pobytu u mnie upadł na podłogę przez czyjeś zręczne łapki i pękł na kilka kawałków. Na szczęście wszystkie odłamki udało się pozbierać i skleić w całość. Mam nadzieję, że wykonaną oprawą wynagrodziłam mu straszne przejścia.

 



Tu widać wyraźnie, gdzie popękał:


Oprócz wzmiankowanego guzika ceramicznego w kompozycji występują koraliki Toho i Preciosa Rocailles oraz Fire Polish. U dołu podwiesiłam fioletową, fasetkowaną, szklaną kroplę. Nowością techniczną jest wypleciona z koralików krawatka do przeciągnięcia sznurka (czy czegoś innego do wieszania). Z reguły mam problem z wymyśleniem sposobu zawieszenia wszelkich wisiorów. Testowałam już różne opcje, włącznie z przymocowywaniem metalowych kółeczek i zaszywaniem w plecach pracy łukowatych, metalowych rurek (jak w dalszej części posta), które później chowają się pod kryjącym tył filcem. Tutaj przyszło mi do głowy, że przecież WIDZIAŁAM już lepsze sposoby. Na przykład u Izziland, ale też ogólnie "w internetach". Zamiast szukać gotowych elementów, mogę je sobie upleść. Do tego celu pysznie posłużyły mi świeżutkie koraliki Toho w kolorze Matte Color Andromeda - absolutnie cudny kolor, na żywo są olśniewające. Cena również olśniewa, więc ją przemilczę... Tył pracy podszyłam złotą ekoskórką, ale nie jestem zbyt zadowolona, więc się nie chwalę (muszę popracować nad równością ściegu).

Ten zaś wisior jest dowodem na to, że nie warto zbyt długo zwlekać z wykańczaniem prac. Powstawał długo i z przerwami, szycie kończyłam pod koniec lata, później leżał kilka miesięcy odłogiem, bo straciłam rozpęd niezbędny do wykończenia go. Ostatnio w ramach porządkowania warsztatu wzięłam się za biedaka i oblekłam mu tył czarnym filcem, w plecki zaszyłam metalową, wygiętą rureczkę do przewleczenia sznurka gorsetowego i tak teraz wygląda.





Nie jestem z niego aktualnie mocno zadowolona, tzn. podoba mi się ogólnie forma, ale wykonanie już mniej. Trochę mi przez ten czas wzrosły wymagania wobec siebie samej. W centralnym miejscu znajduje się, jak mniemam, agat, do towarzystwa ma perły słodkowodne, hematyt, koraliki Toho, Preciosa Rocailles i SuperDuo. A u dołu tkwi Spike w kolorze hematytu. Po raz pierwszy przy tej pracy zabawiłam się na całego wykończeniami brzegów w koralikowe koronki.

Co tam jeszcze ciekawego... wielkopomne dzieło czeka na wykończenie, tzn. na zakup jakichś fajnych końcówek, plotą się też kolejne bransoletki. A, i jeszcze nowe kolczyki do obfotografowania. Ale nie wszystko na raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje serce ucieszy się każdym dobrym słowem. :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...