wtorek, 10 maja 2022

Miała baba koguta

 Miałam wstawiać tu bardziej wiosenne fotki, ale że jeszcze nie uległy obróbce, ponieważ albowiem wykańczam kreację dla Tonnerki (a idzie mi jak krew z nosa), publikuję fotki, które już są gotowe i czekają na swój moment. W roli głównej moja Katniss. Tym razem w wersji bardziej odzianej, ciuszki nie są moim dziełem, ale jestem zadowolona z efektu tej zbieraniny.

A dlaczego miała koguta? A to na koniec zostawiłam. :)






Zdjęcia na dyżurnej jabłoni. Aktualnie kwitnie, tutaj jeszcze w postaci gołych badyli.






Tutaj sesja przeniosła się na kupę cegieł, na której pozował już John Wick.









A teraz...

Fanfary!!!!!!!!!

Kogut!!!!!!!!!!!



:P

poniedziałek, 2 maja 2022

Lady in red, czyli o odkrywaniu uroków szycia na rympał

 Uwielbiam kupować. Chodzić na zakupy już jakby nieco mniej, dlatego z lubością oddaję się myszkowaniu w sieci - każdorazowe wyjście na zakupy wiąże się z odpowiednim rozdysponowaniem progenitury. Jako pełnoetatowa kura domowa, nie korzystająca w dodatku z możliwości posyłania córek do placówek oświatowych, w zamian za to uskuteczniająca edukację domową, mam do wyboru dwie opcje: albo wcisnę dzieci którejś z babć, albo powlokę ze sobą na shopping po mojej skromnej mieścinie.Także najczęściej nie bywam z dziećmi w sklepach. Ewentualnie w towarzystwie Mamy EM, a i wtedy bywa różnie.

No ale za to dobrodziejstwa internetów rozciągają się przede mną w całej swej kuszącej okazałości. Nabywam tam takie interesujące dobra, jak materie pokryte cekinami, sztuczne kwiatki jak żywe, wiązanki suwaków za bezcen w losowych kolorach, taśmy cyrkoniowe i kolorowe pióra. Potem dociera do mnie, że trzeba przetworzyć pozyskane towary w coś konstruktywnego, choćby w części, żeby usprawiedliwić przed sobą dokonany zakup. Tak mniej więcej w skrócie rysują się początki dzieła, które prezentowane jest w niniejszym poście.

W rozwinięciu wyglądało to następująco: zasiadłszy wraz z Eleganckim Mężczyzną do oglądania arcydzieła kinematografii pod tytułem "Stillwater" (ciężkie kino, może miało to wpływ na to, co opisuję), poczułam przypływ weny twórczej, wyjęłam świeżo nabytą cekinozę i rozpoczęłam krojenie sukienki dla lalki na klasyczny rympał. Chciałam po prostu pobawić się materiałem, zobaczyć, jak on pracuje i jaki da efekt. Cięłam sobie materię radośnie, cekiny sypały się dookoła jak śnieg, następnie pospinałam zestaw otrzymanych kawałków i zaczęłam patrzeć, co mi z tego wyszło.

Wyszło... no, obiecująco. Cięłam specjalnie dziwnymi skosami, a po wstępnym zeszpilkowaniu wstawiony z tyłu sukienki trójkąt (przymarszczony na krawędziach) uformował się w dość ekstrawagancki grzebień. Nie byłam zbyt zadowolona, ale po sfastrygowaniu materiał ułożył się zdecydowanie lepiej. Więc szłam dalej tą drogą. Wstawiłam suwak, trochę nie po kolei. Zszyłam sukienkę. Lalka cierpliwie znosiła przymiarki, prezentując się z każdym etapem coraz lepiej. Podwinęłam krawędzie. W talii sukienka była za luźna, więc zaczęłam tworzyć zaszewki, nie zdejmując ciuszka z lalki. I nawet się udały. Cekinoza jest dość kłopotliwa w szyciu, ale za to świetnie maskuje nitkę, jeśli tylko kolor jest dobrze dopasowany, trzeba po prostu uważać, by prowadzić ją jak najbardziej POD cekinami.

Po zrobieniu zaszewek nadal coś mi nie pasowało. Sukienka miała dość specyficzny kształt, brakowało mi jakiegoś przymarszczenia, znalezienie odpowiedniego punktu trochę potrwało, ale efekt mi się spodobał. Wykończeniówka to czysta przyjemność - taśma cyrkoniowa i parę koralików.

Dekoracja głowy, to były dopiero mecyje. Najpierw miały być same pióra, wielkie i bordowe. Potem wybrałam czerwone kwiaty z tkaniny i splotłam coś w rodzaju wianka. Potem dołożyłam piór, zupełnie innych, niż początkowo planowane. Potem rozplotłam wianek i zrobiłam opaskę. Potem ufryzowałam lalkę, ale z tyłu wyglądała źle, a chciałam, żeby z każdej strony  było dobrze. Więc rozwaliłam fryz i kombinowałam dalej.

Lalka to jakaś Kayla bodaj z serii Fashion Fever, zdecydowanie po przeszczepie, bo ma ciałko jednej z Cali Girls Horseback, z wielkimi stopami, które są świetne. Włosy Fiony, bo tak dałam jej na imię, są bardzo delikatne, proste i sypkie, dodatkowo w kilku miejscach ktoś przyciął pojedyncza pasma, które wymykały się z upięcia. W końcu udało mi się je ujarzmić, formując koczek otulony czerwonym tiulem z krawędzi cekinozy. Przytwierdziłam do koczka kwiecisto-pierzastą ozdobę. Na obuwie weny mi nie starczyło. Na bieliznę takoż. Jeszcze tylko sesja i sru.

Takie bardzo sru to nie było, bo marzyła mi się sesja na jakimś szarym, neutralnym tle, żeby lepiej wyeksponować jadowitość barwy sukni, w końcu zabrałam lalkę do ogrodu, a tam ani w ząb nie mogłam znaleźć dobrego miejsca. Dopiero kamień pod dębem natchnął mnie i dokonałam dzieła. I nawet kolory wyszły takie, jak powinny.






Koczek w całej okazałości. I dobry widok na suwak.

Grzebień na sukni można układać w dwie strony, suknia dzięki krojeniu na rympał jest bardzo skrętna i pełna niespodzianek.


Pozuje, jakby całe życie spędziła na wybiegu.






 

I trochę więcej zieleni dla kontrastu.






 

Narobiłam się, ale jestem zadowolona. Mogę spokojnie kontynuować kolejny wyczesany projekt. ;)

piątek, 22 kwietnia 2022

Baśka miała dobry gust

Dobry gust mam i ja, a przynajmniej usiłuję sprawiać takie wrażenie. Na przykład marzyła mi się Batgirl ustylizowana w zwiewne, kwietne sukienki. Z tymi rudymi włosami i pięknymi oczętami. Nawet nabyłam jedną sztukę celem dokonania przeszczepu, po czym po odseparowaniu głów od ciał okazało się, że jakiś "gieniuś" tak zaprojektował głowę Barbary (jak i całej serii superbohaterek), że otwór jak i zakończenie szyi są o wiele większe zarówno od tych u Barbie, jak i tych od WWE Superstars. Także przeszczep nie doszedł do skutku, łby powróciły na miejsca, a Baśka nr 1, strzelająca jakimiś dynksami, musiała porzucić myśli o karierze fotomodelki.

W tym momencie myślałam, że temat rudzielca jest zakończony. Dopóki nie kupiłam... Baśki nr 2.

Tym razem nie nabywałam, jak leci, o nie. W moje ręce wpadł egzemplarz niemal w pełni rozbieralny. Niemal, bo okazało się, że dłonie są permanentnie czarne. I skąd ja teraz wezmę blade dłonie na przeszczep??? Jeszcze mam dwie Raquelle kaleki, które czekają na swoją kolej...

Baśka nr 2 chwilowo również musiała zrewidować swoją wizję kariery. Zamiast powiewnych sukni założyła radosną zbieraninę luzackich ciuszków i wyskoczyła do ogródka, korzystać z uroków nadchodzącej wiosny (która to wiosna chwilę później została przysypana tonami śniegu, ale że u mnie często sesje lalek są wstawiane nie po kolei, więc i ta doczekała się publikacji z obsuwą).

Męczy mnie i dręczy żądza posiadania żółtej, lalkowej parasolki, po kolor jej butków. Albo sama zrobię, albo się złamię i nabędę u Chińczyków...



 
Dyżurna jabłoń do wspinaczki w ogrodzie...












 

Fajna jest Baśka. Lubię ją. Jeszcze poszaleje w kieckach.

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...