czwartek, 30 września 2021

Panna Nieoczywista

 Do pewnych rzeczy wraca się bardzo łatwo, jakby ciało i umysł pamiętały wszystko z najmniejszymi detalami i tylko czekały na właściwy moment. Nagle okazuje się, że można połączyć w jednym projekcie kilka zainteresowań, a one same służą sobie wzajemnie. Świeżutka pasja lalkowania pociągnęła za sobą chęć szycia miniaturowych strojów, nagle okazało się, że nachomikowane zasoby koralików wybornie służą do ozdabiania sukni, a palce z radością chwytają za supercienką igłę i obszywają migotliwymi iskierkami rozłożysty ubiór. Jeszcze wyprawa do lasu na wrzosowisko i moja panna szlachcianka wreszcie znalazła swoje miejsce w czasie i przestrzeni.

Amalou to moja best of the best. Miłość od pierwszego wejrzenia, gdybym miała zostawić sobie jedną, jedyną lalkę, to byłaby właśnie ona, choć kilka innych depcze jej po piętach. Kupiłam ją w sierpniu zeszłego roku, jakoś tak niedługo po wejściu na rynek. Nie była wtedy zbyt łatwo dostępna i oczywiście po drodze musiało się coś zadziać, żeby nie było zbyt łatwo. Otóż pierwszy sklep, w którym ją kupiłam, sprzedawał lalkę pomimo jej "niemania". Cena i tak była przykra, a jeszcze do tego brak nabytego towaru. Pieniądze finalnie odzyskałam, a po drodze zaczęłam szukać innego źródła zaopatrzenia. No i odkryłam, że można zrobić po ludzku zakupy ma amazonie, w tej siedzibie pokus wszelkich.

Lala przyjechała do mnie w tempie torpedy, czyli w dwa dni. A ja zaczęłam kombinować, jak tu wydobyć jej potencjał. Bo jej oryginalne ubranko z serii BMR1959 całkowicie nie pasowało do tej ślicznej panienki. Jaskrawa kurtka przeciwdeszczowa, czarnobiałe spodenki i top, no i te straszne, zielone kalosze na obcasie. Do tej pory wzbudzają moją niezdrową fascynację, albowiem nie wiem, czy są bardziej wyzywające, czy kretyńskie.

Amalou na początku dostała coś w rodzaju stroju baletnicy, zdążyła też dorobić się ukochanego (na niego też przyjdzie czas). Aż w końcu wyprodukowałam ten oto strój, który mniej więcej odpowiada mojemu wyobrażeniu o niej.

Z sesją zdjęciową nie poszło od razu najłatwiej. Pierwsza wyglądała obiecująco tylko na wyświetlaczu aparatu. Po wrzuceniu na komputer załamałam się. Kolory śliczne, żywe, a lalka na każdym zdjęciu wyglądała jakoś, no, dziwnie. Dopiero drugie podejście, po zmianie fryzury i dołożeniu korony wyszło dobrze.





"Gdzieżeś, o mój miły?"


"Taka jestem ładna i szlachetna!"



 

Na zdjęciu powyżej widać fragment odnóża małego szkodnika. Dzieci robiły, co mogły, żeby biednej matce utrudnić zabawę...







A tu robi się zupełna bajka... Kocham te wrzosowiska w lesie!







"No hej!"



No i jak jej nie kochać? Lala ma nietypową urodę, ale im dłużej patrzę na tę buźkę, tym bardziej mi się podoba. Panna Nieoczywista.

Odrobina przydatnych technikaliów: do uszycia stroju wykorzystałam wykrój ze strony http://www.molendrix.com/.  Suknia wierzchnia uszyta jest z tkaniny delikatnie nakrapianej złotem, posiada fioletową podszewkę, wredną, parszywą i żyjącą własnym żywotem podczas szycia. Brzegi sukni obrębiłam koralikami TOHO round 15/0, dookoła ramion poszły Hexy. Suknia spodnia uszyta jest z kremowego batystu, brzegi rękawów ozdabia korona bawełniana. Do tego koraliki TOHO 15/0 na rękawach i przy dekolcie. Suknia przewiązana jest pasem ze złotej sztucznej skórki, naszytej na wstążkę, obrębienie koralikowe takoż. Widoczne "guziki" to również koraliki, Preciosa Twins, pętelki ze złotej nici, wszystko można odpiąć.

I tak docieram wreszcie do finałowego elementu dzisiejszego posta. Niniejszy kostium zgłaszam do wyzwania wrześniowego Szuflady:  


 

sobota, 31 lipca 2021

Dziewczyna Tarzana

 Zorka była moją pierwszą lalką kupioną w roku 2021. Gdy tylko ujrzałam lalki z serii Barbie Extra, wiedziałam, że muszę kupić tę śliczną Murzynkę w kolorowym futrze. Futro poszło precz, bluzkę i srebrne butki zaanektowały inne lale, a Zorka dostała specjalnie uszytą bluzkę, w której wygląda jak milion dolarów. I czarne kozaczki, które nie bardzo miałam komu opchnąć, bo na lalki mtm nie pasują, na większość innych moich lalek też.

Jest to kolejna moja sesja plenerowa, tym razem w lesie. Zaprawdę, robienie zdjęć jakichkolwiek, a już w szczególności fotografowanie lalek w towarzystwie trójki kilkuletnich dziewczynek to spore wyzwanie, i gdyby małe nie były powstrzymywane przez swoją babcię, pewnie wlazłyby razem z lalką na drzewo lub zrobiły milion innych dziwnych rzeczy, przyprawiając mnie o dodatkowe siwe włosy. A tak jakoś udało się machnąć parę niezłych zdjęć.





Zorka jest absolutnie przepiękna. Ma prześliczne rysy twarzy, podkreślone efektownym, choć nieprzeładowanym (o ile to dobre określenie) makijażem. Ona naprawdę wygląda jak milion dolarów. W złocie. Najlepsza z całej serii, inne jej koleżanki zawsze mają coś dziwnego w twarzach i dlatego nie kupuję reszty, a tu nie ma się czego przyczepić. Na mój gust jest to "New mold 3" - curvy Carl.







Po powrocie z lasu cyknęłam jej jeszcze sesję w zawilcach z ogródka. Tak, jest lipiec, a ja wstawiam takie zaległości. Może uda mi się dotrzeć do letnich zdjęć jeszcze latem...




poniedziałek, 12 lipca 2021

Trzy Gracje na wiosnę

Dzisiaj taki mały przeskok w kierunku początków mojego bieżącego lalkowania. Lalkowanie w dzieciństwie jest rzeczą oczywistą dla dziewczynki, w dorosłym życiu najczęściej lalki idą w odstawkę, moje spędziły długie lata "w pudle", dziś trzymam je w szafce jako relikwię z lat młodości. Natomiast nowe panny prowadzą u mnie szczęśliwe, aktywne życie.

Pierwsza z prezentowanych poniżej lalek jest drugą z kolei kupioną w zeszłym roku. To pulchna tancerka mtm, nosząca u mnie imię Sol. Żywy (o ile plastik uznamy za życie) przykład, że nie ma się co spieszyć z nabywaniem po zawyżonych cenach. Moja najdroższa lalka, najdroższa w sensie dosłownym, kupiona pod wpływem przestrachu, że zaraz zniknie z rynku. Jak się okazało, nie tylko nie zniknęła, ale pojawiła się wielokrotnie w duuuuużo lepszych cenach. No ale skoro mam, to nie będę płakać, zapisuję to sobie jako memento.

Od zakupu Sol minął ponad rok, w tym czasie sporo się dowiedziałam na temat lalek, jak też i nabawiłam się bariery psychologicznej w mózgu - kwota 200 zł jest dla mnie zaporowa, w końcu lalka to tylko lalka. Sol tej bariery nie złamała, choć było blisko.

Przybyła do mnie z defektem w postaci luźnych kostek, co opanowałam przy pomocy taśmy teflonowej do uszczelniania zaworów. Serdecznie polecam. Generalnie lalka jest piękna i bardzo ją lubię, dlatego też dostała wyjątkową suknię, uszytą z materiału Spring Fling z kolekcji Michaela Millera, którego to materiału użyłam do uszycia kwiatowej, patchworkowej kołderki dla Kity. Żałuję, że nie kupiłam więcej tej pięknej tkaniny, gdy była jeszcze dostępna.

Wzór na sukienkę znalazłam na wspaniałej stronie, którą serdecznie polecam: chellywood.com












Tiana jest moją czwartą z kolei panną. W oryginale stanowiła część ekipy BMR1959, u mnie na samym początku przeszła modyfikację szkaradnej fryzury, po pewnym czasie oddała strój Wildze i nie mogłam znaleźć jej własnego stylu. Chwilowo paraduje w tych ciuszkach, bluzka pożyczona od koleżanki, spodnie uszyłam w przypływie szału twórczego minionej zimy.

Jest pierwszą laką, która urzekła mnie swoją naturalnością, jej twarz wygląda jak żywa, z lekko nadąsaną minką. Może to też przez to, że nie ma wielkich, lalkowych oczu, tylko takie w ludzkich proporcjach. No i te włosy!

Zdjęcia mnie nie zadowalają, więc pewnie będzie musiała zapozować znowu w bardziej sprzyjających okolicznościach.





Skipper to taka moja mała zachcianka, generalnie nie mam ochoty zbierać lalkowych dzieci, ale siostry Barbie to wyjątek. Lubię tą zabawną dziewczyneczkę. Kiedyś dokupię jej jeszcze artykułowaną Stacie do towarzystwa.





Kolejka panien do przedstawienia się nie zmniejsza... właśnie popełniłam kolejny zakup... 0_0

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...